wtorek, 20 września 2011

Bitwa pod Szczawienkiem (pod Strugą) 15 maja 1807 r.

Od lewej: ułan (lansjer) i oficer pułku nadwiślańskiego w 1807 r. 
Rys. B. Gembarzewski.

Na początku maja 1807 roku pruski gubernator Śląska von Gotzen na wieść o planowanym wyjściu z Wrocławia znacznych sił francuskiego garnizonu postanowił zaatakować miasto swoimi najlepszymi oddziałami. Dowództwo tej wyprawy objął mjr von Losthin. Przydzielono mu 8 kompanii strzelców (1130 bagnetów) i 2 szwadrony kawalerii (230 szabel) oraz 2 działa. Nocą 11 maja oddział ten wyruszył z twierdzy Srebrna Góra na Świebodzice, a dalej między Strzegomiem i Świdnicą na Kąty Wrocławskie. 14 maja zastąpiło mu tam drogą 8 kompanii bawarskiego 1 pułku piechoty liniowej, saski batalion piechoty i szwadron bawarskich szwoleżerów pod dowództwem gen. Lefebvre-Desnouettesa. W krótkim, acz gwałtownym starciu zwyciężyli Prusacy. Wzięli 422 jeńców, bawarską chorągiew, 2 działa 6-funtowe, 600 karabinów i tabory przeciwnika. Na wieść o wzmocnieniu załogi Wrocławia Losthin postanowił wracać. W marszu otrzymał wiadomość, że na nocleg do Strzegomia zmierza pułk polskich ułanów wracający z Italii do kraju. Zakładając, że łatwo rozbije tak słabego liczebnie przeciwnika zdecydował się atakować. Popełnił tym samym fatalny błąd, rzucając się na oddział z którym nawet przy swojej przewadze nie miał w zasadzie żadnych szans. Pułk ułanów Legii Nadwiślańskiej był bodaj najlepszą jednostką kawalerii swojej epoki. 14 maja stanęło w Strzegomiu ok. 280 konnych ułanów pod dowództwem mjr Świderskiego. Niby niewiele, ale był to wszystko żołnierz najtwardszy z twardych, zahartowany w wielu bitwach, absolutnie zdeterminowany by pokonać każdą przeszkodę na drodze do kraju, a przede wszystkim mistrz zabójczej superbroni polskiej kawalerii – krótkiej lancy. W rękach doświadczonych nadwiślańczyków była to broń o morderczej skuteczności, o czym rychło przekonali się żołnierze Losthina.
Wieczorem 14 maja gen. Lefebvre-Desnouettes dołączył do Polaków, po czym, zaalarmowani o nadchodzących Prusakach, o północy ruszyli w stronę Świdnicy. Losthin spóźnił się o dwie godziny. Po krótkim odpoczynku załadował swoją piechotę na wozy i ok. godz. 7 rano (15 maja) ruszył w kierunku Dobromierza. Tymczasem gen Lefebvre dołączył do polskich ułanów sprowadzony ze Świdnicy szwadron kawalerii, 2 kompanie bawarskiej piechoty oraz 3 działa. Z tymi siłami ok. godz. 11 zastąpił Prusakom drogę na równinie między Strugą oraz Szczawnem i Szczawienkiem. Losthin mając zablokowaną jedyną drogę w góry musiał przyjąć bitwę. Jego piechota przeszła przez Strugę i rozwinęła się na równinie. Było to 8 kompanii: Blachy, Clausewitza, Ingelsteina, Freyberga, Frankenberga, Rekowskiego, Stengla, i Sella,  (w sumie ok. 1000 bagnetów). Na prawym skrzydle ustawił na wzniesieniu 3 armaty dowodzone przez kpt. Za nimi jako osłona zajął pozycję szwadron huzarów mjr Stossela. Z tyłu jako odwód rozwinęli się dragoni rtm. Kleista i bośniaccy lansjerzy por. Prittwitza. Rzucił przeciwko nim 2 kompanie Bawarczyków, którzy w podchodząc w tyralierze rozpoczęli ogień karabinowy. W tym samym pułk ułanów stał w kotlinie na skraju lasu. Szwadronami dowodzili kapitanowie: kapitanowie Fijałkowski, Hupet, Skarżyński, oraz Stokowski. Na komendę gen. Lefebvre-Desnouettes 3 szwadrony dwóch liniach ruszył w kierunku Strugi. Widząc nadchodzących Polaków pruski odwód kawalerii rzucił się do kontr szarży. Był to błąd przesądzający o wyniku starcia. W „Popiołach” S. Żeromskiego opisał to wachmistrz Gajkoś. „Ruszą w Prusactwo z kopyta, po polsku, co duchu w szkapach. Lancami psubratów — durch. W mig wywrócone i w puch rozbite zostały szwadrony huzarów tabaczkowych i pięknych dragonów błękitnych z różowymi wyłogami i bośniaków z lancami". Gwałtowna szarża Polaków rozbiła pruską kawalerię i spędziła ją na piechotę. Lewoskrzydłowa kompania strzelców Blachy próbowała zmienić front, ale została błyskawicznie zniszczona. Pozostałe kompanie zdążyły sformować czworoboki. W tej chwili kapitan Fijałkowski z jednym szwadronem ułanów oraz bawarskimi szwoleżerami zaatakował prawe skrzydło Losthina. Zmiótł asekurujących działa huzarów, po czym ruszył na prawoskrzydłowe kompanie piechoty. Ułani przelecieli przez pruskie czworoboki. Część Prusaków od razu wołała o „pardon”, ale później strzelali z tyłu do ułanów. Jak wspominał po latach W. Dobiecki „Odwracano się wtedy i niemało wykłuto". Wszystko rozegrało się tak szybko, że bawarska piechota nie zdążyła nawet dobiec do pruskich pozycji. Polacy zdobyli wszystkie działa oraz tabory przeciwnika. Odbili większość jeńców wzięli pod Kątami. Sami wzięli do niewoli mjr Losthina, 13 oficerów oraz przeszło 300 szeregowych. Tylko niedobitki Prusaków uciekły w góry. Polacy stracili ok. 20 zabitych i rannych. Jako wyróżniających się w bitwie W. Dobiecki wymienił kapitanów Stokowskiego i Hupeta, poruczników Rybałtowskiego, Błońskiego. Dziurkiewicza, Ledochowskiego, wachmistrzów Pruskiego i Skarżyńskiego .

-------------------------------

Bibliografia:

Dobiecki W, Pamiętnik jazdy legionów, dodatek „Czasu", Lwów 1859,
Kukiel M, Dzieje oręża polskiego w epoce napoleońskiej, Poznań 1912,
Minkiewicz J, Ułani nadwiślańscy na Śląsku, Wojskowy Przegląd Historyczny nr 2/58. 
Hopfner J, Der Krieg von 1806 und 1807,  Berlin 1855.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz