środa, 4 kwietnia 2012

Obcy w kulturze polskiego średniowiecza cz. II. (A. Brückner)

Wacław II Czeski. Ilustracja z Kodeksu z Manessy.



Obcy w kulturze polskiego średniowiecza cz. II.
(Dzieje kultury polskiej A. Brücknera)

I u nas w ciągu wieków luzowały się poniekąd wpływy obce. Za Mieszki i Chrobrego, za drugiego Mieszki i Kazimierza górowały widocznie niemieckie; ci Piastowie żenili się z Niemkami, brali udział w spiskach niemieckich, uciekali do Niemiec i wołali duchownych i rycerzy zza Odry. Inaczej w ciągu lat 1070—1170; co już sam Chrobry rozpoczął — bezpośrednie związki z Zachodem ponad głowy Niemców — teraz się objawiało wyraźniej; Polska łączyła się po raz pierwszy z Francją. Była to pora najbujniejszego tejże rozkwitu; z Francji wychodziło wszystko, co Europą wstrząsało, idee i prądy, wiara i sztuka, rycerstwo i literatura. Wyprawy krzyżowe i reforma klasztorna, gotyk w budowie a epopeja i liryka narodowa, życie dworskie i rycerskie szły wprost z Francji lub wzorowały się na niej; ten prąd ożywczy tknął i Polskę. W kościele i sztuce łączyły nici Polskę głównie z północną Francją i Flandrią (południowa mniej wchodziła w rachubę oprócz słynnego klasztoru St. Gilles); Flandrowie i Francuzi (Franko poznański?) zasiadali na katedrach biskupich, osadzali klasztory cysterskie , za nimi przybywali na Śląsk i osadnicy, szczególniej tkacze przesiedlali się do Wrocławia; tu była w drugiej połowie XII wieku ulica- „włoska", bo Włochami nazywał lud wszystkich Romanów, platea gallica albo gallicana, a jeszcze w XIII wieku bywał nierzadki miles gallicus po dworach śląskich. Ale poza Śląskiem niewiele posunęli się ci Flandrowie i w XIII w. ustał ich napływ zupełnie; teraz przeważyli stanowczo znowu Niemcy. Wszystko złożyło się na to, aby najpierw Śląsk podpadł zupełnie ich wpływom, o czym już wyżej wspominaliśmy. Cystersi niemieccy zastępowali flandryjskich i oni wraz z książętami otworzyli na oścież wrota śląskie masowej kolonizacji niemieckiej. Bolesław Wysoki (syn Włodzisława II) i jego syn Henryk Brodaty sprzyjali im widocznie, choćby dla podniesienia kraju a wzmożenia własnych środków pieniężnych, i zalew nie ograniczał się Śląskiem, zdobywał w rychłym pochodzie coraz nowe placówki. Związki romańskie przerwały się; jedyne włoskie z Rzymem przetrwały inwazję, niemiecką, bo Włochy (całkiem wyjątkowo Paryż) ściągały młodzież na naukę prawniczą i przez legatów papieskich wpływały bezpośrednio na duchowieństwo. I zmienił się wygląd Polski; już z końcem XIII wieku przedstawiały miasta Kraków, Sącz, Poznań, na Śląsku Wrocław, Środa, Legnica, Löwenberg, Goldberg itd. typ miast niemieckich, bogatych mieniem, a niebawem i wiedzą, silnych ekonomicznie i politycznie nawet.
Ten wpływ niemiecki bezpośredni zasuwał zupełnie w cień inny nierównie dawniejszy i silniejszy, który przerwy żadnej właściwie nie zaznał, czeski. W pogoni za francuskim i niemieckim zapominamy zbyt łatwo o czeskim. Pozory przemawiają przeciw niemu; sprzeczność interesów, walki stuletnie, wrogie usposobienie, zdawałoby się, nie sprzyjały temu. Czechom były wszelkie widoki i drogi zakryte prócz jedynych wschodnich na Śląsk do Polski samej i jęły się ich one właśnie w drugiej połowie wieku XIII ponownie z największą konsekwencją i wytrwałością. Już Przemysł Otokar II, którego nikt o sympatie słowiańskie posądzać nie będzie, otaczał osobliwszą opieką książąt śląskich, wyrabiał im wysokie godności kościelne, ale wojny o spadek babenberski krępowały go jeszcze, gdy syn Wacław II, wolny od tych więzów, wysilał się na zdobycie całej Polski.  Tymczasem szedł niepowstrzymany wpływ wyższej kultury czeskiej, która przy końcu XIII wieku już obcym imponowała; Praga i dwór Wacławów były ogniskiem nauki, sztuki, życia towarzyskiego. Złożył dowody tego język, opływający w pożyczki czeskie. Nie są to słowa czeskie, ,są łacińskie albo niemieckie, ale przyszły do nas przez Czechy. Na próżno przeciwstawiają temu wnioskowi szczupłość samych Czech i milczenie źródeł; Widzieliśmy wyżej, jak całe kościelne słownictwo polskie przesiąkło czeskim i to samo powtarza się na każdym innym polu. Szlachta, herby, łany itd. są słowa niemieckie, ale jak ich znaczenie albo głosownia dowodzi, przyszły do nas na Czechy, Nawet budowle naszych najstarszych kościołów, miniatury naszych rękopisów, rzeźby naszych drzwi kościelnych wykazały wpływy czeskie, chociaż np. rycerskie rody czeskie same rzadko, całkiem wyjątkowo się do Polski przenosiły; do wyżej wymienionych przybyli w Wielkopolsce Morawiccy, Stemborki albo Stamberki (Sternberg), Strusy (z Moraw) i Strzałowie, dalej niemieccy z pochodzenia Herburty (zob. wyżej) i Limpachowie (z Luksemburga). Należałoby teraz zestawić spisy słów ze wszystkich dziedzin kultury, aby głębię tego wpływu wykazać, lecz brak nam tekstów polskich, co by temu świadczyły wyraźnie, bo najczęściej nie możemy rozstrzygnąć, co w XII i XIII wieku, a co  dopiero w XIV przyszło; dalej, co czeskie, a co wprost niemieckie.
Natomiast od strony wschodniej brakło zupełnie wpływów, czemu język znowu świadczy; do najdawniejszych pożyczek należał bojarzyn (w znaczeniu rycerza, bo z bojem słowo łączono), chociaż go dopiero z XIV wieku przytoczyć możemy. Oto wyniki czterowiekowego (z górą) rozwoju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz