piątek, 24 sierpnia 2012

Z Hitlerem na Moskwę? (cz. I)


  Wrak niemieckiego czołgu Pz- I zniszczonego przez Polaków
(wrzesień 1939 r.).


Heavy Metal 1939

Przy każdej kolejnej rocznicy wybuchu II wojny światowej wraca dyskusja o potencjalnych scenariuszach uniknięcia tamtej tragedii. Szczególnie nagłaśniana jest ostatnio teoria zakładająca, że mogliśmy zawrzeć sojusz z Hitlerem i razem z nim pomaszerować na Moskwę. Przyjrzyjmy się więc, na ile jest to pogląd uzasadniony. Zacznijmy od aspektów czysto militarnych. Jak wyglądałby niemiecko – polski atak na związek radziecki?
W 1939 roku byłby raczej niemożliwy. Wehrmacht nie był jeszcze gotów do walki z takim przeciwnikiem, jakim była Armia Czerwona. Niemcy nie ukończyli jeszcze organizacji własnych sił pancerno – motorowych (będących wszak główną siłą ofensywną każdej armii). Łatwo tutaj zauważyć różną strukturę ich dywizji „szybkich” w czasie ataku na Polskę. Dopiero szukali właściwej formuły, której dopracowali się w kilku kampaniach poprzedzających uderzenie na ZSRR. Niemieckie oddziały pancerne były też zbyt słabe technicznie. W chwili ataku na Polskę większość w arsenale Panzerwaffe stanowiły czołgi lekkie Pz-I (1445) i Pz-II (1223). Były słabo opancerzone i uzbrojone – „jedynka” w 2 karabiny maszynowe, a ”dwójka” w działko 20 mm i karabin maszynowy. O ile Pz-II w sprzyjających warunkach mógł z bliskiej odległości walczyć z lekkimi pojazdami pancernymi przeciwnika, to Pz-I nadawał się w zasadzie tylko do rozpoznania. Oba czołgi  były nieprzydatne do ataku na fortyfikacje (co we wrześniu 1939 r. pokazał np. szturm polskich umocnień pod Mławą) i do walk na terenach zurbanizowanych. Znacznie lepsze właściwości bojowe prezentował posiadany w niewielkiej jeszcze ilości czołg Pz-III oraz około 300 czołgów czeskich produkcji Lt-35 i Lt-38.  Najmocniejszą pozycją w arsenale niemieckich pancerniaków był Pz-IV (211 użyto we wrześniu 1939 r. przeciwko Polsce). Podsumowując – Niemcy dysponowali ok. 500 czołgami, które możemy uznać za przydatne w realiach wojny z ZSRR. Dodajmy do tego ok. 100 polskich 7-TP. Razem – ok. 600 maszyn. Co po drugiej stronie? 

Polski czołg lekki 7-TP.


Sowieckie czołgi lekkie T-26 różnych wersji. 

Podstawowym czołgiem radzieckich oddziałów pancernych w 1939 roku był czołg lekki T-26. Uzbrojeniem (działko 45 mm i karabin maszynowy) przewyższał zdecydowaną większość czołgów niemieckich i polskich. Co najmniej dorównywał im opancerzeniem. Po odliczeniu wersji dwuwieżowej oraz wariantów specjalistycznych możemy uznać, że Sowieci mogliby rzucić do walki z Polską i Niemcami ok. 6.500 tych czołgów. Jak łatwo policzyć  liczebnie przewyższałoby to koalicję  – niemiecko – polską ponad dwa razy. Jeśli uwzględnimy kryteria jakościowe to stosunek ten zmienia się na ok. 11:1 na korzyść Armii Czerwonej. To jednak nie koniec. Radzieccy pancerniacy dysponowali również czołgami szybkimi BT-5 i BT-7 (uzbrojenie i opancerzenie takie samo jak T-26, znacznie większa szybkość i zwrotność). W sumie było to ok. 7 tysięcy maszyn zdolnych do walki. 

Sowiecki czołg szybki (kołowo - gąsienicowy) BT-7 
(wrzesień 1939 r.).

Dla pełnego obrazu możemy jeszcze dorzucić ok. 500 czołgów średnich T-28 (uzbrojonych w armatę 76 mm), prawie 1400 ciężkich samochód pancernych typu BA-10 (uzbrojeniem i opancerzeniem zdecydowanie przewyższały lekkie czołgi przeciwnika), oraz ponad 2600 czołgów rozpoznawczych typu T-37.  Podsumowując – Armia Czerwona mogła wystawić ok. 500 czołgów średnich, 13500 lekkich, 2600 rozpoznawczych i 1400 ciężkich samochodów pancernych. Razem daje to przeszło 18100 wozów bojowych (największy arsenał pancerny na świecie), w większości lepiej uzbrojonych i co najmniej tak samo opancerzonych jak maszyny koalicji niemiecko - polskiej. Możemy uznać, że Berlin i Warszawa wystawiłyby razem ok. 4000 wozów bojowych, z czego co najwyżej 500 zdolnych do ofensywnej walki z siłami pancernymi przeciwnika. Wynika z tego, że Sowieci przeważaliby liczebnie w stosunku 4,5:1, a jakościowo ponad 20:1 jednego. Oddziały polskie i niemieckie z pewnością przewyższałyby przeciwnika wyszkoleniem, morale i organizacją. Jednak wobec miażdżącej przewagi liczebnej i jakościowej sowieckich wojsk pancernych trudno ich szanse w ewentualnym starciu uznać za wysokie. Oczywiście na ewentualny wynik miałyby mocny wpływ także inne czynniki, ale o tym w następnych odcinkach.  


---------------------------------------
Bibliografia:
1. Czerwony Blietzkrieg, Janusz Magnuski, Maksym Kołomijec, Pelta, Warszawa 1994.
2. T-26 Tiażełaja siudba legkowo tanka, Maksym Kołomije, Eksmo, Moskwa 2007.
3. Liegkije tanki BT, Maksym Kołomijec, Eksmo, Moskwa 2007.
4. Liegkije tanki wtoroj mirowoj, Michaił Boriatiański, Eksmo, Moskwa 2007.  

6 komentarzy:

  1. Mała, ale zasadnicza korekta: nie porównuje się środka napadu do środka napadu, tylko środek napadu do środka obrony. Czyli jeśli omawiamy broń pancerną, to zestawiamy z arsenałem przeciwpancernym (do którego poniekąd można zaliczyć w pewnych warunkach czołgi). Jeśli omawiamy lotnictwo, to bombowcom i myśliwcom przeciwstawiamy myśliwce i broń przeciwlotniczą, a nie myśliwce i bombowce. itd itp.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czołgi to z zasady siła ofensywna, ale mogą być również siłą kontrofensywną. W obu przypadkach często dochodziło do starć oddziałów pancernych obu stron, które rozstrzygały o losach danej kampanii. Ten kto miał więcej lepszych czołgów mógł łatwiej powstrzymać atak przeciwnika, i skuteczniej prowadzić własny (nawet wobec ryzyka pancernego kontrataku). Dlatego takie porównanie uważam jednak za zasadne. O arsenałach przeciwpancernych napiszę w następnych odcinkach.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale defensywne użycie czołgu nie jest jego zadaniem podstawowym. Żaden dowódca analizujący siły przeciwnika, jeśli ma atakować, nie będzie analizował samych czołgów, a właśnie doliczy stronie broniącej siły przeciwpancerne.
    Analiza sił przeciwpancernych obu stron (podobnie jak analiza sił przeciwlotniczych) nie ma sensu, bo nikt nie strzela z działka p.panc. do drugiego działka p.panc. (podobnie, jak nie strzelają nawzajem do siebie działka p.lot.)
    Dobrze w kontekście sił powietrznych opisuje to Mark Sołonin w "Na uśpionych lotniskach".

    OdpowiedzUsuń
  4. Macieju - to oczywiste, że żaden dowódca nie będzie analizował samych sił pancernych przeciwnika. Dlatego zaznaczyłem w ostatnim zdaniu tego tekstu:

    "Oczywiście na ewentualny wynik miałyby mocny wpływ także inne czynniki, ale o tym w następnych odcinkach".

    Zwróć uwagę na numer przy tytule i poczekaj na następne odcinki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cóż moim skromnym zdaniem doliczenie tu sił przeciwpancernych po stronie sowietów raczej dodatkowo zwiększy dysproporcję sił na ich korzyść, nie bagatelizował bym też ich lotnictwa, tu przewaga była po stronie Niemieckiej ale raczej nie aż tak wyraźna żeby zrównoważyć siły. Podsumowując wynik wojny byłby taki sam, a Polska została by republiką.

    OdpowiedzUsuń
  6. "i razem z nim pomaszerować na Moskwę" dotyczy to czasów gdy żył jeszcze Piłsudski i o tym mówiono w Krakowie. Sprzęt i uzbrojenie był przygotowany do walk na terenach podmokłych a konie nie potrzebowały paliwa. W 39 r. jakby nie dokonano rozbioru Polski to Niemcy nie mieli szans z Rosjanami( przesunięcie linii obrony). Wajda jako że ma pochodzenie żydowskie, dostał od komunistów pieniądze na film i realizował tylko plan upodlenia kadry oficerskiej z II RP.
    Świetne publikacje . Pozdrawiam TG

    OdpowiedzUsuń