Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brueckner - szlachta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brueckner - szlachta. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 listopada 2011

SZLACHTA I JEJ PROGRAM - część II (Aleksander Brückner)



SZLACHTA I JEJ PROGRAM - część II.
(Dzieje kultury polskiej, A. Brückner)

 Unia z Litwą stanowiła punkt programu szlacheckiego, tzw. egzekucji (praw), która miała wprowadzić w życie wszelkie ustawy dawne, nie wykonywane, i załatwić nowe niezbędne wymagania. Chodziło o wojsko stałe, nieodzowne przy otwartych granicach a czyhających od wschodu wrogach; nim zebrano by pospolite ruszenie, mógł nieprzyjaciel przejść całą Koronę bezkarnie; poczty, które król czy panowie własnym nakładem utrzymywali, nie wystarczały; półśrodki zaś, np. żeby województwa kolejno stałą straż na kresach pełniły, nie wiodły do celu. Liczniejsze wojsko stałe wymagało jednak znacznych kosztów, a od podatków na nie stroniła szlachta z zasady. Zrzucała ciężary z siebie na duchowieństwo, równie oporne; skrupiło się na królu: jego niegdyś olbrzymie zasoby ziemskie silnie się skurczyły, szczególniej za ostatnich Jagiellonów, którzy w ciągłych kłopotach finansowych zastawiali dobra, aby ich nie wykupywać, albo je rozdarowywali, opła- cając nimi służby. Sejmy dalszego szafowania zabroniły, a przeciw możnowładcom głównie wystąpiły z żądaniem, aby zwracano dobra królewskie, szczególniej nabyte po r. 1504, tj. kiedy ów zakaz uchwalono. Odzyskane w ten sposób dobra zwracano królowi, który się w zamian zobowiązał czwartą część, a właściwie piątą część z tych dochodów obracać na wojsko, kwarcianym stąd nazywane, wojsko liczbą małe, ale ćwiczeniem, uzbrojeniem, duchem nad ruchawką szlachecką nieskończenie wyższe; rozłożone na kresach, czuwało nad bezpieczeństwem szlachty. Ale w końcu nie przeprowadzono egzekucji; zadowolono się tym, że posiadacze królewszczyzn płacili całkowicie również jedną piątą dochodów do skarbu wojskowego w Rawie. Natomiast nie przyszło dla samolubstwa szlachty i duchowieństwa do istotnej reformy skarbowej, nawet nie udało się przeprowadzić ogólnej taksacji dóbr szlacheckich, zadowalając się zeznaniem właściciela; pomysły banku narodowego, który miał uróść z jednorazowych składek i dalszych stałych dopływów, pozostały na papierze; w razie naglącej potrzeby podwyższano kilkakrotnie łanowe. Zwoływanie pospolitego ruszenia i stanowienie kwoty poborowej należało już bezspornie do prerogatyw sejmowych, które się stale rozszerzały. Po nieudałym zamachu możnowładztwa (rady) z r. 1501 sejm radomski, r. 1505, stworzył podstawę parlamentaryzmu polskiego, konstytucją nihil novi warując izbie poselskiej, jak senatowi, że bez ich przyzwolenia żadnej nowej ustawy wydawać król nie może. I okazało się, że szlachcic polski jedynie wolny w Europie, bo on swemu królowi nie był nic więcej winien, jeno „podymne, pospolitą wojnę i tytuł na pozwie”. Z tej wolności wypływała i równość, najoryginalniejsza cecha szlachectwa polskiego, nie znana w Europie, gdzie szlachta dzieliła się na wyższą, utytułowaną arystokrację, możnowładztwo, i na niższą; myśleli o wprowadzeniu tej różnicy panowie i u nas, wychylali się np. z podobnym żądaniem wśród wojny kokoszej pode Lwowem 1537 r., lecz oburzona szlachta rozsiekaniem zagroziła, i takim sposobem w Polsce żadnych dalszych różnic stanowych, a więc tytułów (książęcych, hrabiowskich itp.), nigdy nie było; zawarowano tylko w akcie unii lubelskiej, że te tytuły książęce, co przysługiwały od dawna panom litewskim, mają być i nadal zachowane, lecz w niczym równości szlacheckiej ubliżać nie mogą; ale i z tych tytułów szydzono niemiłosiernie jeszcze i w wieku XVII, od kwiku świniego niby itp. Mogli obcy monarchowie panom polskim nadawać tytuły za doznane usługi lub w celu ich zaskarbiania; w r. 1476 nadał cesarz Rafałowi Leszczyńskiemu tytuł hrabiego na Lesznie (!), a Maksymilian I za zjazdu wiedeńskiego 1515 r. poobdarzał Szydłowieckiego i Radziwiłła tytułami książęcymi (principes sacri Romani imperii), Firlejów, Tarnowskich hrabiowskimi („Kmita grabia na Wiśniczu”); oprócz Radziwiłłów inni w Polsce tych tytułów mało używali; Zamoyski żadnego zagranicznego nie przyjął; tym bardziej 'chełpili się nimi Tęczyńscy, Górkowie, Rozrażewscy; Myszkowski od papieża Klemensa VIII margrabiego tytuł otrzymał, a od Gonzagów mantuańskich do ich herbu przyjęty, odtąd Gonzagą Myszkowskim się przezywał, ale co on za to od rokoszan, jako regalista, nasłuchał się przymówek! Jak demokracja szlachecka nie znosiła tytułów ani orderów, co niby wyłom czyniły w równości braterskiej, podobnie nie zgadzała się na wyłom w równym prawie majątkowym, tworzony przez ordynacje, ustawy zabezpieczające skupienie i zachowanie majątku rodowego, ograniczające prawa działu i dziedzictwa. Kusił się o to w ciągu wieku niejeden ród, lecz dopiero Batory (co sejm później, r. 1589, potwierdził) dozwolił Radziwiłłom na urządzenie ordynacji ołyckiej (nieświeskiej), a Janowi Zamoyskiemu zamojskiej; 1601 r. przybyła ordynacja pinczowska Gonzagów Myszkowskich, a w końcu największa, otstrogska (dubieńska), kasztelana krakowskiego Janusza księcia Ostrogskiego, złożona z 24 miast i 593 wsi; ordynaci utrzymywali własnych żołnierzy z własnymi fortecami, artylerią, oficerami w stale oznaczonej liczbie.

SZLACHTA I JEJ PROGRAM - część I (Aleksander Brückner)

Zygmunt I Stary. Rys. J. Matejko.


SZLACHTA I JEJ PROGRAM - część I.
(Dzieje kultury polskiej, A. Brückner)

Średniowiecznego, stanowego charakteru nie starło nowe państwo; rozwój szedł tu w przeciwnym od zachodniego kierunku. Wygaśnięcie Piastów, przywoływanie to Węgra, to Litwina (obaj nie zaaklimatyzowali się wcale) poderwało legitymizm; spolszczyli się co prawda synowie Jagiełły, ale Kazimierz popularny nie był, dopiero syn Zygmunt; więc naród szlachecki przyzwyczaił się do paktowania z królem, do targowania się z nim (koncesja za koncesję), do skutecznej opozycji. Nie było w państwie siły, co by szlachecką zrównoważyła; krótkowidzące mieszczaństwo dało się spośród czynników politycznych zupełnie wykreślić; król mógł się tylko na panach rad świeckich i duchownych przeciw szlachcie opierać albo odwrotnie; próbowano jednego i drugiego. Szlachta czytać nie umiała, ale przetarła się znakomicie w „okazowaniach” zbrojnych, zebraniach sejmikowych, posiedzeniach towarzyskich, i ponosząc coraz mniej ciężarów publicznych, używała coraz więcej praw i przywilejów prywatnych. Już schodziło stanowe państwo średniowieczne na państwo jednego stanu; wielcy panowie, świeccy i duchowni, maleli wobec braci-szlachty. Monarchiczny, do niedawna absolutystyczny ustrój ustępował powoli demokracji szlacheckiej, a życie parlamentarne dochodziło do nadzwyczajnego rozwoju. Gdy w Europie oprócz Anglii parlamenty tylko dla uchwalania podatków zwoływano, sejm polski przeprowadził zasadę, że „nic na nas bez nas” mocy mieć nie może; on uchwalał i znosił pobory, prawa, przywileje; skrępowany niby królem i senatem, był w rzeczywistości ich panem, i maszyną ustawodawczą kierował po swej woli, a zawsze z korzyścią dla siebie, nie dla państwa. Więc ukrócił wolność chłopa, zapobiegł jego ucieczce, ograniczył wysyłanie jego synów do miast i cechów, nałożył coraz więcej robocizny i przeszedł w końcu zupełnie do gospodarki folwarcznej, nie znanej XV wiekowi, skupując łany sołtysie, karczując nowiny, zabierając grunty po zbiegłym przed uciskiem chłopie. Stanął również przeciw mieszczanom; zabronił im zakupna ziemskich posiadłości, wykluczał ich z kapituł, obciążał ich handel, warując sobie wolność od ceł, patrzył nieżyczliwie na cechy, które mu towary podrażały; odsądzał szlachtę od funta i łokcia, wyjmując spod jurysdykcji miejskiej osobę i domostwo; wspierał świadomie obcych. Już w XV wieku zapowiadała się ta odmiana, XVI jej dokonał — i Polska została rzeczpospolitą szlachecką z obieralnym, acz dożywotnim królem. Na podwalinach, rzuconych w XIV i XV wieku głównie przy zmianie dynastii, wzniosła więc w XVI szlachta państwo, które trzy wieki przetrwać miało. Rozwiązała teraz główne zadania, acz w różnorakim stopniu. Świetnie wykonała pierwsze: unię z Litwą, zespół dwóch narodów i państw bez jakiegokolwiek przymusu, z dobrej woli obustronnej, przykład w dziejach świata nie powtórzony, skoro unia państw północnych (kalmarska) nie zdołała się utrzymać. Nie poszło to łatwo; cierpliwość, wytrwałość, ofiarność i zręczność znakomitego dyplomaty Zygmunta Augusta uwieńczyła dzieło w r, 1569, które by już w r. 1501 załatwione było, gdyby obie strony zachowały pakt piotrkowsko-mielnicki, który wspólną elekcję i wspólną radę ustanawiał, ale wyłamali się z niego Litwini sami wraz z wielkim księciem Zygmuntem. Odtąd wlokła się sprawa coraz odraczana. Polacy żądali zupełnego wcielenia; Litwa o tym i słyszeć nie chciała, ale niebezpieczeństwo ze strony Moskwy uwidoczniało korzyść unii, a dalej uśmiechało się szlachcie litewskiej, zahukanej przez wielkiego księcia i radę jego, równouprawnienie z polską, jej wolność. Czemu się rada sprzeciwiała, bojąc się o utratę przywilejów i znaczenia, to przeciw Radziwiłłom i Chodkiewiczom przeprowadziła szlachta łącznie z wielkim księciem, który zrzekł się dziedziczności wileńskiego „stołu”. Sprawy, która za Zygmunta Starego z miejsca nie ruszyła, dokonał szczęśliwie August, przełamując opór możnowładców, którzy Lublin opuścili, przyłączeniem południowej Rusi, Podlasia, Wołynia, Kijowa, Bracławia do Korony, chociaż zostawała ta Ruś przy odrębnym prawie (Statucie litewskim) i języku urzędowym ruskim. Unia lubelska pozostawiła Litwie własne urzędy dworskie i ministeria, własne wojsko i skarb, własne prawo i trybunał obok wspólnego sejmu, wspólnej elekcji i wspólnej polityki zagranicznej; nie rozszerzała „egzekucji” na Litwę ani na owe ziemie południoworuskie. Rzecz ściśle (polityczna okazała się dla dziej ów kultury polskiej wagi pierwszorzędnej, bo polonizacja Rusi litewskiej szła odtąd w przyspieszonym tempie; niebawem okazała się potrzeba przetłumaczenia Statutu litewskiego na polski i zaczęło się powoli wycofywać ruskie najpierw pismo z obiegu: najbliższe pokolenie czytało jeszcze po rusku, jeszcze i na początku XVII wieku, ale już nie pisało, a w drugiej połowie i czytać zapomniało, i Statut obowiązywał nadal w polskim brzmieniu. Na równi z językiem szerzyła się obyczajowość polska i asymilacja w sferach wyższych, tak że w końcu wszelkie różnice etniczne wśród nich się zacierały. Mogli się Radziwiłłowie i Chodkiewicze i po unii lubelskiej nosić z myślą oderwania Litwy, poza sferę platonicznych projektów to już nie wychodziło; związek zaś kulturalny, także dzięki szkołom, zacieśniał się z każdym lat dziesiątkiem.