Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bitwa pod Legnicą. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bitwa pod Legnicą. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 października 2011

Bitwa pod Legnicą 09.04.1241 r. (część VI).

Bitwa pod Legnicą . Mal. A. McBride.
Zachodnie wyobrażenie o bitwie pod Legnicą,
oczywiście z Krzyżakami w roli głównej.

 Bitwa pod Legnicą 09.04.1241 r.


Bitwa zakończyła się klęską armii księcia Henryka. Zginęli prawie wszyscy wyżsi dowódcy, a straty ogóle można szacować zapewne na około 1/3 stanów wyjściowych. Najgorzej ucierpiały oddziały straży przedniej. Najmniejsze straty ponieśli oczywiście Opolanie. Również dla Mongołów bitwa musiała być wyczerpująca i krwawa (wyraźnie mówią o tym ich źródła). Podeszli wprawdzie pod Legnicę i zażądali poddania, ale wobec stanowczej odmowy nie ryzykowali oblężenia. Złupili tylko okoliczne wioski i wycofali się w kierunku Otmuchowa, wysyłając tylko niewielki oddział w stronę Łużyc. Po mniej więcej tygodniach Ordu ostatecznie porzucił ziemie polskie i wycofał się na Morawy.
Bitwa pod Legnicą była jednym z tych momentów naszej historii, które na całe stulecia ukształtowały przyszłość. Realne skutki najazdu mongolskiego w sferze ekonomicznej nie miały takiego znaczenia, jak zwykliśmy dotąd uważać. Gospodarka bardzo szybko zaleczyła rany. Znacznie gorzej było z polityką. Wraz ze śmiercią Henryka Pobożnego przepadła bardzo realna szansa na zjednoczenie kraju przy jednoczesnym utrzymaniu Śląska w jego granicach. Historia Polski i w ogóle tej części Europy mogła potoczyć się zupełnie inaczej, ale to już materiał na inny artykuł.
Legenda bitwy legnickiej narodziła się bardzo szybko. Pobożny książę, syn świętej, stał się męczennikiem, którego ofiara zasłoniła Europę przed grozą mongolskiego najazdu. Gdzie na marginesie tej przypowieści błąkały się głosy, inspirowane ewidentnie przez biskupstwo wrocławskie, o klęsce, która było boską karą za grzechy. Z czasem legnicka legenda stała się areną starcia narodowego. Coraz bardziej dominujący na Śląsku Niemcy przyjęli ją jako własną. Książę Henryk stał się prinzem Heinrichem, a jego rycerze … niemieckimi bohaterami. Kapitalnym przykładem tego procesu może być jednak z miniatur tworzących XIII - wieczną legendę Św. Jadwigi, a przedstawiająca pierwszą fazę bitwy pod Legnicą. Proszę zwrócić uwagę na pokazane tam herby rycerstwa otaczającego księcia Henryka. To prawie bez wyjątku niemieckie rody, których w 1 poł. XIII wieku nie było jeszcze na Śląsku! Właśnie ta miniatura stała się podstawą legendy o ośmiu niemieckich paziach, których znaleziono po bitwie obok ciała Henryka Pobożnego. Rodziny te zawiązały istniejące do dzisiaj Bractwo z Dobrego Pola. Dzisiaj potomkowie tych rodów przyznają już, że podstawą ich związku jest legenda nie mająca pokrycia w faktach historycznych. Wciąż żywy jest jednak jeszcze jeden niemiecki mit związany z bitwą pod Legnicą – legenda "bohaterskich rycerzy Zakonu Krzyżackiego broniących chrześcijańskiej Europy przez Mongolskim najazdem". Wielkim i bardzo nieprzyjemnym zaskoczeniem była dla mnie lektura kilku publikacji wydawnictwa Osprey Punblishing – uznanego wydawcy setek popularnonaukowych tytułów o historii militarnej. Weźmy na przykład książkę Tima Newarka „Warlords Ancient - Celtic - Medieval” . Wśród znakomitych obrazów nieodżałowanej pamięci Angusa McBrida znajduje się tam jeden poświęcony bitwie pod Legnicą. Kogoż to na nim widzimy? Krzyżaków! To samo w innej publikacji tego znakomitego duetu „Age of Crusades”. Wyliczać tak można długo.

czwartek, 20 października 2011

Bitwa pod Legnicą 09.04.1241 r. (część V).

Ostatnia faza bitwy pod Legnicą - miniatura z XIV wiecznej
Legendy o Świętej Jadwidze.

Bitwa pod Legnicą 09.04.1241 r.


Książę Henryk widząc ucieczkę Opolan i mongolski kontratak miał krzyknąć „Gorze nam się stało!”. Był wszakże zbyt doświadczonym wodzem, aby wobec takiego kryzysu tylko bezproduktywnie lamentować. Natychmiast rzucił do walki hufiec odwodowy. Doborowe rycerstwo musiało zadać Mongołom potężny cios. Według Długosza oba wojska przez jakiś czas zaciekle walczyły. Ordu najprawdopodobniej już wcześniej zużył swój odwód i w jego oddziałach doszło teraz do bardzo ostrego kryzysu. Wspomina o tym zarówno kronika Długosza jak i „Historia Tatarów” (która mówi wyraźnie, że Mongołowie zamierzali już uciekać). Wszystko wskazuje na to, że rycerze księcia Henryka byli w tym momencie o krok od zwycięstwa. Mimo tego przegrali. Co się stało?
Dochodzimy tutaj do bodaj najbardziej kontrowersyjnego momentu w całej relacji Długosza – użycia tajemniczych dymów. Wielu historyków dotąd kwestionuje możliwość posługiwania się przez Mongołów tak zaawansowanymi środkami walki jak broń chemiczna. Czy słusznie?  Po podboju Chin armia Czyngis – Chana przejęła całe techniczne bogactwo tej cywilizacji. Były to przede wszystkim rozmaite typy machin miotających i w ogóle zaawansowana technika oblężnicza, która tak dobrze sprawdziła się przy zdobywaniu miast ruskich. To wszakże nie wszystko. Chińczycy na szeroką skalę stosowali np. granaty i bomby prochowe. Mongołowie stosowali je np. w czasie nieudanej inwazji na Japonię. Następna sprawa może zabrzmieć jak żart, ale potwierdzają ją liczne źródła – bardzo zaawansowana jak na swoją epokę broń rakietowa. Było to zarówno lekkie, ręczne wyrzutnie, wieloprowadnicowe wyrzutnie na lawetach kołowych, a nawet pociski dużego rozmiaru przypominające swoim układem popularne w ubiegłym wieku samoloty – pociski (!). Mongołowie to wszystko przejęli, i przynajmniej część stosowali w swoich podbojach. Źródła potwierdzają także umiejętność skutecznego używania broni biologicznej i chemicznej. Oddziały mongolskie, które w 1241 roku uderzyły na Polskę były częścią zawodowej, bardzo doświadczonej i zaawansowanej technicznie armii. W tym kontekście, to co stało się w końcowej fazie bitwy legnickiej wydaje się zupełnie prawdopodobne.
Wobec potężnego uderzenia polskiej rezerwy Ordu zdecydował się na użycie „dymów”. Trudno jednoznacznie powiedzieć, czy myślał jeszcze o zwycięstwie, czy tylko chciał osłonić odwrót skrwawionych hezarów. Jakkolwiek było aby ochronić własne oddziały przed ich działaniem musiał zapewne wydać rozkaz gwałtownego oderwania się od przeciwnika. W stosownym momencie zadziałał fumator umieszczony na szczycie długiego drzewca (być może to właśnie była owa czarna głowa opisana przez Długosza). Buchnął z niego cuchnący dym, w którym Polacy zupełnie tracili zdolność do walki („….Polacy niemal omdleni i ledwie żywi osłabli…”). Pękł front i hufce Henryka rzuciły się do ucieczki. Kwestią dyskusyjną jest czym w praktyce były owe dymy. Według niektórych teorii zawierały one paraliżujące neurotoksyny roślinnego pochodzenia. Zdaniem J. Scholtza (niemiecki historyk z pierwszej połowy XIX wieku) Długosz pomylił wspomnianą chorągiew w kształcie czarnej głowy z machinami miotającymi ogień grecki lub pociski dające gęsty, toksyczny dym.
Próbując zrekonstruować to, co stało się później napotykamy na kolejne pytania. Tradycja bitwy legnickiej mówi o wielkich stratach polskiego rycerstwa. Nie potwierdzają tego jednak źródła (np. rejestry kościelne, które musiałyby zanotować pogrzeby feudałów pochodzących z macierzystych parafii). Większość z rycerzy zdołała więc wycofać się pola bitwy, w nieładzie lub w sposób zorganizowany, ale jednak. Na pewno wiemy tylko tyle, że pod koniec starcia zginął książę Henryk i dostojnicy z jego otoczenia. Jak do tego doszło?
Jakaś część polskiej armii zapewne wycofywała się z pola bitwy skupiona wokół swego wodza, zachowując szyk i dyscyplinę. Wykrwawione i zmęczone oddziały Ordu raczej nie były zdolne do masowego pościgu. Mongołowie najprawdopodobniej skupili wszystkie zdolne jeszcze do walki siły dla otoczenia i rozbicia książęcego oddziału (który mogli łatwo zidentyfikować choćby po proporcu). Przebieg ostatniej walki Henryka Pobożnego dokładnie opisuje w swojej kronice Jan Długosz oraz Historia Tatarów. Książęcy koń, kilkakrotnie ranny w walce ustawał, więc jeden z rycerzy, Jan Iwanowic przyprowadził od książęcego pokojowca Rościsława drugiego rumaka. Niewiele to jednak pomogło. Henryk II ciężko ranny dostał się do niewoli. Mongołowie zawlekli go na tyły, gdzie został ścięty przed zwłokami wodza zabitego wcześniej w Sandomierzu. Książęcy poczet w zaciekłej walce został doszczętnie wybity. Zginęli: książę Bolesław Dypoldowic (drugi raz), komes Sulisław, wojewoda Klemens z Głogowa, Konrad Konradowic, Stefan z Wierzbnej z synem Andrzejem, Tomasz Piotrkowic, Piotr Kusza, oraz Klemens z Pełcznej (syn Andrzeja). Część rycerzy mimo wszystko zdołała się przebić. Kilkakrotnie ranny Jan Iwanowic połączył się ze swoimi giermkami i razem z pocztem rycerza Lucmana zabili ośmiu ścigających ich Mongołów, a jednego wzięli do niewoli. Relacja Jana Iwanowica stała się później częścią zaginionej kroniki dominikańskiej, która najprawdopodobniej była głównym źródłem Długosza w sprawie bitwy pod Legnicą.

Bitwa pod Legnicą 09.04.1241 r. (część IV).

Pieczęć księcia Mieszka II Otyłego.



Bitwa pod Legnicą 09.04.1241 r.

W 1241 roku Henryk Pobożny był u szczytu swojej potęgi. Ponowne zjednoczenie państwa pod berłem śląskiego Piastowicza było niemal w zasięgu ręki. Restauracja królestwa w oczywisty sposób ograniczyłaby, lub nawet zakończyła polityczną karierę władcy Opolszczyzny. Mieszko doskonale musiał zdawać sobie sprawę, że zwycięstwo w walce z Mongołami będzie dla Henryka II pierwszym stopniem do korony. Postanowił więc wykorzystać doskonałą okazję, jaką stworzyła bitwa i wycofując w odpowiednim momencie swoje wojska pogrążyć Pobożnego. Mamy solidny motyw i sposób. Ale czy to przesądza sprawę? Niekoniecznie. Mimo wszystko pozostaje wiele wątpliwości. Gdyby Mieszko Otyły rzeczywiście zamierzał zdradzić Henryka, to przecież mógł to uczynić dużo wcześniej, wogóle nie wchodząc do starcia. Byłoby to znacznie bezpieczniejsze niż odwrót, który łatwo mógł się przerodzić w paniczną ucieczkę i utratę większej części wojska (będącego wszak podporą książęcej władzy). Celowe wycofanie hufca opolskiego już po wejściu do akcji jest tym bardziej nieprawdopodobne, że musiałoby się opierać na bezwzględnym założeniu, iż hufiec odwodowy zasłoni Opolan przed mongolskim pościgiem tak długo, że będą mogli bezpiecznie wycofać się do Legnicy. Mieszko musiałby być naprawdę niepoczytalnym ryzykantem, żeby wybrać taki wariant.
Jeśli nie zdrada, to co? Tajemniczy wojownik nawołujący do ucieczki? Wyjątkowo mało realne. W jaki sposób jeden człowiek mógł swobodnie „biegać” między wojskami (szczepionymi wszak w zaciętej walce) i do tego jeszcze wołać tak, by być słyszanym przez obie strony? Wśród ogłuszającego krzyku tysięcy ludzi, rżenia koni, huku broni? Nawet jeśli nie był to jeden człowiek, a kilku czy nawet kilkunastu, wydaje się to mało prawdopodobne.
Ciekawą interpretację tego fragmentu przekazu Długosza przedstawił Robert Żukowski. Według niego Mongołowie mogli „podstawić” Opolanom swojego agenta, przebranego za polskiego posłańca, który dotarł do książęcego pocztu z informacją o klęsce pozostałych hufców. Mieszko uwierzył i wycofał swoje oddziały. Trzeba przyznać, że teoria ta jest bardziej przekonująca od sceny opisanej przez Długosza, niemniej i tak nie da się jej jednoznacznie zweryfikować. Trudno uwierzyć, żeby Mongołowie aż tak drobiazgowo zaplanowali starcie i przygotowali zawczasu tego typu dywersję (choć nie możemy tego kategorycznie wykluczyć).
Być może prawda była dużo bardziej prozaiczna. W chaosie bitwy książęcy poczet mógł stać się celem jakiegoś lokalnego kontrataku, który uderzył na jego flankę lub nawet zagroził tyłom. Mieszko Otyły był w tej kampanii jedynym polskim wodzem, który odniósł samodzielne zwycięstwo w starciu z Mongołami (pod Raciborzem rozbił mongolską straż przednią). To jednak o wiele za mało, by uznać go za sprawdzonego, doświadczonego dowódcę polowego. Pod Legnicą, wobec błyskawicznie zmieniającej się sytuacji mógł po prostu spanikować i uciec. Historia zna wiele takich przypadków. Jego oddziały widząc wycofanie się dowódcy (co musiały poznać choćby po przemieszczaniu się książęcego proporca) także zrobiły „w tył zwrot”. Zanim bardziej doświadczeni rycerze zdołali opanować sytuację było już za późno.
Jak w takim razie potraktować wzmianki o konfliktach w polskim obozie? Źródła tatarskie wspominają o nich, jednak bez jakichkolwiek wyjaśnień. Także tutaj wytłumaczenie może być bardzo proste. Wszystko wskazuje na to, że Henryk Pobożny ruszył przeciwko Mongołom wbrew wcześniejszym ustaleniom, przewidującym połączenie się z czeskimi posiłkami. Być może część dowódców stanowczo (nawet gwałtownie) odradzała wyjście z Legnicy. Mongołowie mieli tak doskonały wywiad, że jakieś informacje o tym konflikcie mogły dotrzeć do nich i pozostać w kronikarskich zapiskach.
Jakkolwiek nie było, faktem niezaprzeczalnym jest, że hufiec opolski haniebnie zawiódł i uciekając odsłonił skrzydło oddziałów Sulisława, na które natychmiast uderzyli Mongołowie. Być może Ordu uruchomił w tym momencie swój odwód. Już ustawienie wojska polskiego w dwie linie musiało być dla mongolskiego dowódcy wielkim zaskoczeniem. W dotychczasowych walkach (Tursko, Chmielnik) Polacy nie wydzielali odwodu. Pod Legnicą uszykowali się już w dwóch rzutach, co  sprawiło Mongołom ogromne problemy. Raczej mało prawdopodobnym jest, by Ordu widząc częściowe załamanie się drugiej linii przeciwnika spodziewał się, że może on  jeszcze wprowadzić do walki kolejne oddziały. Mógł po prostu pójść za ciosem uruchomił swoje najlepsze hezary, by jednym, potężnym uderzeniem zakończyć niebezpiecznie przedłużające się starcie. Okazało się jednak, że to nie koniec. Wręcz przeciwnie.

środa, 19 października 2011

Bitwa pod Legnicą 09.04.1241 r. (część III).

Polscy rycerze w XIII wieku. Rys. K. Linder.

 
Bitwa pod Legnicą 09.04.1241 r.

Bitwa rozpoczęła się starciem straży przednich. Hufiec księcia Bolesława na widok przeciwnika natychmiast zaatakował. „Obie strony zwarły się w ostrym starciu. Krzyżowcy i obcy rycerze rozbili kopiami pierwsze szeregi Tatarów i posuwali się naprzód”. Mongołowie odpowiedzieli atakiem drugiej linii, która okrążyła hufiec Dypoldowica zadając mu ciężkie straty. Według Długosza poległ wówczas dowódca (jak się później okaże ów waleczny Czech w przekazie polskiego kronikarza ginie … dwa razy) oraz większość rycerzy z pierwszych szeregów. Długosz wspomina też, że w straży przedniej wielu wojowników było „… nieosłoniętych i nieopancerzonych” – stąd wielkie straty zadał im ostrzał mongolskich łuków. Zdanie to odnosi się zapewne do górniczej piechoty. Rycerze i giermkowie zakonni słynęli z doskonałego, najwyższej klasy opancerzenia i uzbrojenia. Zbliżony standard musieli również reprezentować goście z Zachodniej Europy. Byli to przeciwnicy bardzo trudni do zabicia, więc jeśli jakaś część straży przedniej przebiła się do swoich (o czym wspomina przekaz Długosza), to zdecydowanie stawiałbym tutaj właśnie na rycerzy.
Wydawałoby się, że mongolska pułapka, tak jak we wcześniejszych bitwach, zadziałała bezbłędnie. Tym jednak razem to właśnie na Mongołów czekało bardzo przykre zaskoczenie. Doszło bowiem do sytuacji tak pięknie opisanej przez staropolskie porzekadło „…złapał kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma”. Do ataku ruszyła druga linia Polaków – hufce komesa Sulisława i księcia Mieszka. Szarżę wsparli zmasowanym ostrzałem najemni konni (?) kusznicy. Dla wojowników Ordu musiało być to prawdziwym wstrząsem. Siła uderzenia pocisków z kuszy była tak wielka, że nie chroniły przed nimi nawet najlepsze zbroje, a na bliskich dystansach również tarcze nie dawały żadnej osłony. Po zaciekłej walce szyki Mongołów pękły i część oddziałów prawdopodobnie zaczęła uciekać. Wydawałoby się, że Polacy są o krok od zwycięstwa. W tym momencie doszło do wydarzenia bodaj najdziwniejszego w całej bitwie – hufiec opolski niespodziewanie załamał się i uciekł. Krakowscy rycerze, pomni krzywd swej ziemi zapewne walczyli zaciekle, pragnąc zemsty na znienawidzonym przeciwniku. Co się stało, że Opolanie uciekli po znakomicie przeprowadzonym kontrataku?
Wyjaśnienie tego faktu jak dotąd jest wielkim problemem dla historyków. Długosz pisze, że …ktoś z oddziałów tatarskich, nie wiadomo czy ruskiego (posiłki z podbitej Rusi wchodziły w skład oddziałów Ordu – przyp. P.P.) czy tatarskiego pochodzenia , biegając bardzo szybko między jednym a drugim wojskiem krzyczał okropnie, zwracając do obu wojsk sprzeczne ze sobą słowa zachęty. Wołał bowiem po polsku: „Biegajcie, biegajcie!” co znaczy: „Uciekajcie, uciekajcie!”, wprawiając Polaków w przerażenie, po tatarsku zachęcał zaś Tatarów do walki i wytrwania”. Mieszko Kazimierzowic słysząc te wołania, przekonany, że pochodzą od swoich miał wycofać się z walki pociągając za sobą większość opolskiego hufca. Część historyków na podstawie relacji Długosza oraz informacji ze źródeł tatarskich, mówiących o konflikcie w polskim obozie, wyciągnęła wniosek o motywowanej politycznie zdradzie Mieszka. Czy jest to teoria uprawniona? Moim zdaniem wszelkie kategoryczne twierdzenia są w tym wypadku zupełnym nieporozumieniem.

poniedziałek, 17 października 2011

Bitwa pod Legnicą 09.04.1241 r. (część II).

Bitwa pod Legnicą na miedziorycie Matthäusa Meriana Starszego z 1630 roku pod tytułem „Wielka klęska chrześcijan pobitych przez Tatarów”. Rysunek nie ma nic wspólnego z XIII wiecznymi realiami. Jak łatwo zauważyć Monogłowie (z prawej strony) występują tutaj w strojach tureckich).

Bitwa pod Legnicą 09.04.1241 r.

Armia księcia Henryka podzielona była na cztery hufce ustawione w trzy linie. Strażą przednią dowodził czeski książę Bolesław Dypoldowic (zwany Szepiołką). Oprócz własnego pocztu podlegały mu niewielkie, acz znakomitej jakości oddziały templariuszy (posiadających na Śląsku liczne dobra jeszcze z nadania Henryka Brodatego). Być może armię Henryka Pobożnego wsparli także joannici, których zapewne oddano pod komendę Szepiołki. Teoria o obecności na polu bitwy Krzyżaków nie została jak dotąd potwierdzona żadnymi dowodami. Jeśli stawili się pod Legnicą, to co najwyżej w sile kilku rycerzy (w sumie kilkunastu zbrojnych). Skąd w taki razie wziął się, obecny w starszych opracowaniach, piąty (krzyżacki) hufiec, dowodzony rzekomo przez Poppona z Osterny? Z wielkiego nieporozumienia, wywołanego prawdopodobnie przez bliskość pochówków Henryka Pobożnego i Poppona von Ostern w kościele Św. Jakuba we Wrocławiu, oraz celowej propagandy Krzyżaków (niestety bardzo skutecznej), przypisujących sobie nie tylko obecność, ale i znaczącą rolę w bitwie pod Legnicą. Jeśli Krzyżacy w ogóle brali udział w tym starciu, to w sile co najwyżej kilkunastu zbrojnych. Jeśli rzeczywiście przybyli pod Legnicę to najprawdopodobniej włączono ich do oddziału Szepiołki. Do straży przedniej przydzielono także nielicznych rycerskich gości, którzy przybyli z Zachodniej Europy. Aby wzmocnić ten niewielki hufiec oddano księciu Bolesławowi piechotę wystawioną przez górników ze Złotoryi (Złotej Góry). W drugiej linii stanęły dwa hufce. Oddziałem skupiającym rycerstwo małopolskie oraz część wielkopolskiego dowodził komes Sulisław, brat poległego pod Chmielnikiem wojewody krakowskiego Włodzimierza. Rycerstwo opolskie stanęło we własnym oddziale pod wodzą młodego księcia Mieszka Kazimierzowica (Otyłego, Grubego). Odwodem był doborowy hufiec dowodzony osobiście przez księcia Henryka II. Podlegało mu rycerstwo śląskie, reszta wielkopolskiego oraz nieliczne oddziały zaciężne. Z takiego ustawienia możemy bez problemu polski plan bitwy. Straż przednia miała wykryć przeciwnika i związać go walką do czasu nadejścia drugiej linii. Te trzy hufce miały wykrwawić przeciwnika i zmusić do użycia rezerw. Decydujący cios miał zadać hufiec odwodowy.
Fakt, że szyk armii polskiej znacząco odbiegał od typowego ustawienia zachodnioeuropejskich armii rycerskich tej epoki nie powinien nikogo dziwić. Polacy od początku swej państwowości mieli styczność z wojskowością wschodu, stojącą taktycznie na wyższym poziomie, od tego, co prezentowała wówczas Zachodnia Europa. Henryk Pobożny był sprawdzonym w polu, inteligentnym dowódcą, potrafiącym zmieniać swoją taktykę zależnie od okoliczności. Uprzedzony przez weteranów spod Turska i Chmielnika o mongolskim sposobie walki po prostu zrobił wszystko, by zabezpieczyć swoją armię przed niespodziankami przeciwnika.
Co ciekawe praktycznie tak samo ustawiła się mongolska. Straż przednią oraz drugą linię tworzyli lekkokonni łucznicy. W skład silnego odwodu wszedł dodatkowo doborowy hezar (odpowiednik pułku, tümen miał 10 hezarów po 1000 wojowników każdy) ciężkiej jazdy. Było to klasyczne ugrupowanie zasadzkowe, wielokrotnie stosowane przez Mongołów i dokładnie opisane w rozmaitych źródłach. Straż przednia miała wciągnąć przeciwnika do walki. Ustawiona daleko z tyłu druga linia atakowała skrzydła przeciwnika i starała się go okrążyć. Starcie rozstrzygał atak odwodu.
Uszykowanie obu armii wskazuje na spotkaniowy charakter boju. Pojawienie się Mongołów w okolicach Legnicy najprawdopodobniej zaskoczyło Henryka Pobożnego. Prawdopodobnie liczył on, że przeciwnik wplącze się w długotrwałe oblężenie Wrocławia, a jego armia tymczasem doczeka czeskich posiłków. Stało się jednak inaczej. Ordu prawdopodobnie dowiedział się, że Henryk Pobożny koncentruje swe oddziały pod Legnicą i czeka na czeskie posiłki. Nie chcąc dopuścić do połączenia się przeciwników, postanowił pobić ich oddzielnie. Nie zwlekając pozostawił Wrocław i ruszył pod Legnicę. Książę Henryk, nie chcąc dać się zamknąć w grodzie, zaryzykował i poprowadził swoje oddziały do walki.

sobota, 24 września 2011

Bitwa z Mongołami pod Legnicą w 1241 r. Cz. I.

I faza bitwy pod Legnicą - miniatura z XIV wiecznej
Legendy o Świętej Jadwidze. 
Ten bardzo popularny rysunek ma niewiele wspólnego z rzeczywistą bitwą. Przedstawieni na nim rycerze prezentują ekwipunek właściwy epoce powstania miniatury, a nie czasom bitwy pod Legnicą. Zupełnie fantazyjny jest obraz Mongołów. Nie ma nic wspólnego z ich rzeczywistym wyglądem. Rycerskie herby (za wyjątkiem książęcego) należą do rodów, których w większości nie było jeszcze na Śląsku w dobie bitwy legnickiej.

Bitwa pod Legnicą 09.04.1241 r.
Data
Śląskie źródła oraz Kronika Jana Długosza jako datę bitwy pod Legnicą podają zarówno 8 (poniedziałek po Wielkanocy) jak i 9 (piąte idy kwietniowe) kwietnia. Obecnie większość historyków, idąc za ustaleniami Gerdarda Labudy, przyjmuje tą drugą datę.
Miejsce
Wielowiekowa tradycja jako miejsce bitwy wskazywała Legnickie Pole. Taka identyfikacja opiera się min. na przekazie Długosza, który ulokował to starcie wśród pól i równin, które opływa rzeka Nysa, na obszarze zwanym Dobrym Polem, oraz na informacjach Rocznika Kapituły Gnieźnieńskiej i Kroniki Wielkopolskiej. Zdaniem współczesnych badaczy nie jest to wcale tak jednoznaczne. Możliwym bowiem jest, że Długosz pomylił Nysę z Kaczawą. Wówczas jako teoretyczne miejsce bitwy musielibyśmy rozważyć dwie lokacje. Pierwsza to obszar między Białą Strugą i Strumieniem Księgienickim (9 km na południowy – zachód od Legnicy). Druga to pola między Koskowicami i Gniewomierzem.
Liczebność
Następna sprawa to skład i liczebność walczących armii. Jeszcze w latach 70-tych ubiegłego wieku uważano, że na Dolny Śląsk uderzyły 3 mongolskie tümeny (razem ok. 30 tysięcy wojowników) pod wodzą Batu-Chana. Na Dobrym Polu miała przeciwko nim stanąć licząca około 12 tysięczna (podzielona na 5 hufców) armia księcia Henryka II Pobożnego. Nowsze opracowania znacznie zredukowały te liczby. Przyjmuje się obecnie, że Mongołowie wystawili przeciwko Polsce jeden 10 – tysięczny tümen, który po stratach poniesionych na terenie Małopolski dotarł pod Legnicę w sile ok. 7 - 8 tysięcy ludzi. Większość historyków zgadza się również co do tego, że dowodził nim nie Batu, ale Ordu. Wielkie kontrowersje budzi liczebność armii polskiej. W zeszycie „Bitwa pod Legnicą („Chwała oręża polskiego” 3/24 wydany jako dodatek do „Rzeczypospolitej”) Rafał Jaworski ocenia polskie siły na około 7-8 tysięcy wojowników. Jerzy Maroń („Legnica 1241” z serii „Historyczne Bitwy”) szacuje armię Henryka II na maks. 2 tysiące ludzi.
Analiza możliwości mobilizacyjnych dzielnic pozostających pod władzą księcia Henryka (lub z nim sprzymierzonych) a czynnie zaangażowanych w odpieranie mongolskiego ataku, pozwala uznać wyliczenie Jaworskiego za znacząco zawyżone, a Maronia z kolei za zaniżone.Uwzględniając powyższe liczebność polskiej armii, która 9 kwietnia 1241 roku stanęła do walki z Mongołami możemy określić na 2,5 do 3 tysiąca wojowników (podzielonych na 4 hufce).
Ustawienie
Większość teorii związanych z przebiegiem bitwy opiera się oczywiście na przekazie Długosza. Starsze opracowania zakładały liniowy szyk obu armii (z wydzielonymi odwodami). Taka interpretacja przekazu Długosza zakładała cokolwiek dziwny przebieg bitwy. Mongołowie różnymi manewrami mieli wyciągać poszczególne hufce z linii i kolejno niszczyć je przeważającymi atakami. Kontratak odwodu, prowadzonego osobiście przez Henryka Pobożnego, doprowadził do poważnego kryzysu, który Mongołowie, będący o krok od klęski zażegnali dopiero atakiem odwodu i użyciem tajemniczych dymów. Rycerze Henryka  po bohaterskiej walce zostali ostatecznie rozbici. Ranny książę dostał się do niewoli i zginął stracony na tyłach przy zwłokach mongolskiego wodza zabitego w jednym z wcześniejszych starć. Najnowsze ustalenia wprowadziły znaczące korekty do tego opisu. Przebieg bitwy według współczesnych badań pozwolę sobie przytoczyć przede wszystkim za opracowaniem Tomasza Jasińskiego „Przerwany hejnał” z serii „Dzieje narodu i państwa polskiego”.